Gram w to już około roku i do tej pory mi się nie znudziło.. chociaż bardzo irytuje mnie jedna kwestia. Otóż choćbym nie wiem jak się starał, jeszcze nigdy nie udało mi się dobrze zagrać po stronie Zarażonych. Jasne, czasami wygrywałem z Ocalałymi, ale zwykle dzięki szczęściu lub niekompetencji tych drugich.
Jak ktoś nie potrafił mnie zabić skaczącego Hunterem po 5 – 6 razy na widoku (chciałem w końcu skoczyć na kogoś) to coś jest nie tak.. bo gdy ja byłem ocalałym Hunter miał zwykle jeden skok, maksymalnie dwa, jeżeli mieliśmy jakieś poważne kłopoty z innymi przeciwnikami czy po prostu się zagapiliśmy. Jasne, czasami po prostu ma się niefart co do strzelania, tak samo jak czasami można mieć szczęście.. to jest oczywiste, zdarzyć się może każdemu, prawda?
W każdym razie nie żałuję żadnej minuty przegranej (znaczy podczas której grałem – ja przecież nie przegrywam, tak?
) w Left 4 Dead- dzięki temu gram coraz lepiej i nie muszę się denerowować, że nie dam rady czegoś zrobić. Denerwuje mnie jednak jedna kwestia – ciężko zagrzać mi miejsce ze stałymi współtowarzyszami. Kolegom z RL gra znudziła się dosyć szybko, niektórzy nie mają czasu, innym nie pasuje czas, w którym rozgrywają się najciekawsze rozgrywki.. czyli koło 2 – 3 w nocy.